Dziś przychodzę drugą częściom z wyjazdu na Wyspy Kanaryjskiej Fuerteventura. Tym razem skupie się na drugiej całodniowej wycieczki .
Pierwszym punktem wyprawy były niezwykłe wydmy Dunas Corralejo, które są wizytówką wyspy. Sceneria jest cudowna i mimo , że był upał to piasek nie jest nagrzany . Więc spokojnie można biegać na boso.
Po drodze był punkt widokowy z którego widać specyficzną górę. Jej nazwa jest właśnie od jej ciekawego kształtu i nazywa się Sutek Sophii Loren. Oprócz tego spotkaliśmy tam tutejsze szkodniki wiewiórki . Ale aż trudno nie ulec ich urokowi . Dla turystów są słodkie dla tubylców nie koniecznie.
Kolejne etapy wycieczki był bardziej tematyką produktów regionalnych. Zahaczyliśmy o platacje aloesu oraz farmę kozich serów.
Tam dowiedziałam się, że aloes ma naprawdę dużo odmian i najlepsza jest taka zwana Aloe Vera. Pomaga na wiele problemów skórnych. Mogłam prze testować kosmetyki na własnej skórze i muszę powiedzieć, że nic nie daje tak trwałego nawilżenia jak krem z tego składnika. Ciało jest w dotyku atłasowe.
Na koziej farmie mogłam podziwiać kózki ( mam słabość do zwierząt). Ale również mogłam degustować sery oraz miodowy rumu .
Następnym miejsce wycieczki była wizyta w miejscowości Betancuria , która była pierwsza stolicą wyspy. Mogliśmy tam zwiedzić kościół Santa Maria oraz przepiękne miasto pełne kwiatów.
Po za tym poznałam zabawną nazwę kaktusa, którego widzicie na zdjęciu. Jego nazwa to w tłumaczeniu dosłownie brzmi - siedzenie teściowej . Czyż nie jest to zabawne.
Ostanim punktem wycieczki była miejscowość Ajuy , w której znajduję się czarna plaża oraz malownicza trasa prowadząca do jaskiń.